AGEM new
Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  wiadomości  >  Current Article

Prezes Zamku Grodziec: Jest dość przestrzeni dla każdego

Przez   /   11/07/2022  /   2 Comments

- Istotny dopływ środków zapewniają turyści, więc trzeba traktować ich fair. Albo ktoś pokocha Grodziec i będzie tu wracał, albo nie. Chcemy, by nasi goście po wyjeździe zamieniali się w żywe reklamy zamku – mówi Mariusz Garbera. Z nowym prezesem spółki Zamek Grodziec, kasztelanem na Grodźcu, rozmawia Piotr Kanikowski.

Mam mnóstwo pytań na temat spółki i zamku, ale zanim do nich przejdziemy, chciałbym prosić, by opowiedział Pan trochę o sobie.
- Jestem nauczycielem historii. Ukończyłem Uniwersytet Wrocławski. Jestem mediewistą, czyli miłośnikiem, ale i badaczem, tzw. średniowiecza, a z drugiej strony jestem też menedżerem kultury po studiach podyplomowych na Uniwersytecie Ekonomicznym z zarządzania instytucjami kultury. Miałem piękną możliwość pracować w muzealnictwie przez 6 lat, być dyrektorem muzeum przez 2 lata. W sporej fundacji, która na co dzień wspiera edukację, zajmowałem się pozyskiwaniem środków. Podejmowałem w życiu także inne wyzwania. Byłem aktywny społecznie i samorządowo, np. należąc do rady społecznej ośrodka zdrowia w gminie Kunice, sprawując mandat radnego tej gminy czy zasiadając w radzie sołeckiej. Prywatnie zaś posiadam fantastyczną rodzinę, jestem ojcem i mężem

Bywał Pan już wcześniej na zamku? Znał Pan to miejsce?
- Naturalnie. Pasjonatowi historii, który mieszka na Dolnym Śląsku, trudno nie znać zamku Grodziec. Zwiedzałem go niejednokrotnie. Pracowałem w muzeum w Chojnowie, więc o rzut beretem.

Jak go Pan odbierał?
- Przede wszystkim pamiętam, że patrzyłem na ten obiekt jako historyk i muzealnik. Miałem swoje zdanie. Niezależnie od tego profesjonalnego spojrzenia, w sercu zawsze czułem do Grodźca duży sentyment. Pod tymi murami mieliśmy z żoną swoją ślubną sesję fotograficzną. Swego czasu bawiłem się tu też na przepięknym weselu. Zamek Grodziec przewijał się w zasadzie przez całe moje życie, począwszy od dzieciństwa, gdy filmy z Panem Samochodzikiem rozbudzały wyobraźnię o ukrytych skarbach. Zawsze byłem ciekaw tego miejsca, zgłębiałem jego historię, a w tej chwili życie potoczyło się tak, że mogę mieć jakieś znaczenie i dla zamku, i dla mieszkańców gminy Zagrodno.

Jak to się stało, że został Pan prezesem spółki Zamek Grodziec?
- Po prostu któregoś dnia dostałem taką propozycję. Mimo podekscytowania, dosyć długo rozważałem, jak na nią odpowiedzieć. Zdaję sobie sprawę, że to ogromne wyzwanie wobec miejsca, ludzi, którzy je tworzyli, i mieszkańców, dlatego podszedłem do sprawy z ogromnym szacunkiem oraz zdrową pokorą. Nie żebym się bał, czy podołam. Myślałem głównie o tym, że jest jakaś spuścizna po poprzednich zarządcach, i nie wolno mi jej zaniedbać. Wiele rzeczy ma swoją piękną tradycję, jak choćby Święto Kwitnącej Lipy. Trzeba było poczytać trochę, by zrozumieć, że mające po kilkaset lat lipy z Grodźca są ewenementem na skalę Polski. Moja fascynacja zamkiem jest poniekąd zawodowa, ale jako człowiek jestem totalnie oczarowany tym, co go otacza, bajeczną zielenią.

Widzi Pan zamek w perspektywie szerszej niż wynikałoby to z Pańskiej funkcji.
- To nieuniknione, bo da się wyrwać zamku z jego otoczenia. Na studiach uczono mnie, że jeśli podchodzimy do badania dowolnego źródła historycznego, to zawsze jest ono osadzone w jakimś kontekście. Zamek Grodziec został posadowiony na stożku wulkanicznym, przez co można odnieść wrażenie, że wynosi się ponad okolicę, odrywa od niej, ale w istocie jest bardzo mocno wpisany w ten krajobraz: wieś i sąsiednie wsie, las, układ dróg, wszystko. Jeśli mam nim zarządzać, to nie mógłbym nie zainteresować się tym, co dzieje się u podnóża góry; że jest gdzieś ciekawa zabudowa, że jest park, pałac, także ten w Zagrodnie. Nie sposób zignorować istnienia szlaku jakubowego, Wysokiej Drogi itd. Więcej! Trzeba pamiętać o Legnicy, Bolesławcu, Wrocławiu, Zgorzelcu, bo wszystko dookoła odciskało się na historii Grodźca.

Budzi Pan we mnie nadzieję, że w końcu zamek zacznie opowiadać o swojej historii. Ekspozycja, którą do tej pory turyści zastawali w środku, była chaotyczna, bałaganiarska, poskładana z przypadkowych przedmiotów.
- To jest coś, co trzeba uporządkować, posprzątać i zrobić nieco inaczej. Jako historyk lubię mówić o tym, co było, ale w tym przypadku wolałbym jako menedżer obiektu skupić się na tym, co będzie. Mam konkretny pomysł na ekspozycję rozumianą jako coś zaprojektowanego, przemyślanego, ułożonego, estetycznego, bo przecież nie wystarczy rzucić na stół jakieś obiekty – trzeba je opisać i wyjaśnić zwiedzającym, dlaczego te a nie inne. Budowanie ekspozycji nie jest łatwe, jednak tego rodzaju obiekt powinien ją mieć. Tu, na Grodźcu, nie musi być muzeum, ale może być interesująca ekspozycja. Jeśli na przykład zawiesimy ciekawe opisy przeszłości zamku zilustrowane kopiami materiałów archiwalnych, to damy ludziom możliwość zrozumienia tego miejsca. Kluczem do zrozumienia zamku w Grodźcu jest postać Bodo Ebhardta. Dlatego on musi tu mieć swoje miejsce.

Nie da się opowiedzieć o Bodo Ebhardcie nie wspominając Wilibalda von Dirksena i jego syna Herberta, który był polakożercą i nazistą.
- Nie mam przed tym żadnych oporów, bo wszyscy oni stali się ważną częścią historii zamku. Przede wszystkim jednak trzeba przypomnieć Bodo Ebhardta. To niezwykła postać, która miała pomysł na to wszystko, co nas otacza. Tym, którzy mówią lekceważąco, że Grodziec to tylko rekonstrukcja, chciałbym uprzytomnić, jak wnikliwie Ebhardt studiował dokumenty i prowadził wykopaliska archeologiczne. Zgromadził w ten sposób potężne archiwum na temat Grodźca, dzięki czemu zamek wygląda dziś tak jak wygląda. W objaśnieniu myśli konserwatorskiej Bodo Ebhardta muszą pomóc nam specjaliści. O merytoryczne wsparcie zwróciłem się do pani doktor Aleksandry Marcinów z Politechniki Wrocławskiej, która poświęciła temu tematowi szereg fascynujących publikacji.

Do tej pory zamek Grodziec promował się hasłem „IX wieków tajemnic”, ale – moim zdaniem – niespecjalnie radził sobie z opowiadaniem turystom o swych tajemnicach.
- Ktoś mógłby złośliwie powiedzieć, że zgodnie z promocyjnym hasłem wszystko trzymamy w tajemnicy. (uśmiech) Przykład to epitafia w kaplicy. Przechodzą obok nich tysiące ludzi, ale nieliczni, tylko najdociekliwsi ze zwiedzających, mieli być może szansę dowiedzieć, że epitafia pochodzą z głębi Niemiec i że zostały sprowadzone do Grodźca przez Bodo Ebhardta między 1906 a 1908 rokiem. W dokumentacji konserwatorskiej są zinwentaryzowane, konkretnie opisane, więc nawet bez specjalistycznych badań sporo o nich wiemy, łącznie z tym kogo upamiętniają. Zrobimy tabliczki, które ładnie przedstawią te informacje. Turystom, którzy wchodzą do kaplicy – przepięknej, to mój ulubiony zakątek w zamku – trzeba pokazać na archiwalnych fotografiach, jak smacznie była wyposażona przed wojną i wyjaśnić, co zaszło od tego czasu. W stercie omszałych kamieni zrzuconych bezładnie na dziedzińcu odnajduję fragmenty żeber z jej sklepienia. Im należy się miejsce w kaplicy z merytorycznym opisem. Wystarczyło zedrzeć warstwę mchu, by dowiedzieć się, kogo przedstawia figura stojąca koło donżonu. To święty Wendeli, nieczczony w naszym kalendarzu liturgicznym i mało znany Polakom, więc dołożymy tabliczkę, która go przedstawi. To są wszystko proste rzeczy, ale nie można ich zaniedbać, jeśli chce się ludziom opowiedzieć zamek. Są też zmiany, które wymagają więcej czasu. Najpierw musimy sobie ułożyć ścieżkę z ludźmi, którzy od lat chcieli tu być, akademikami wrocławskimi, bo potrzebujemy ich pomocy. Chciałbym, żeby odbywały się tutaj wykłady na tematy związane z przeszłością Grodźca, i żeby raz na jakiś czas turyści mogli skorzystać z oprowadzenia po obiekcie przez osoby, które badały źródła i mają unikatową wiedzę o zamku. Ja też mam do nich miliard pytań, bo przecież nie wiem wszystkiego. Za lekarzami wyznaję zasadę „Primum non nocere”, a żeby nie narobić szkód, trzeba zapytać mądrzejszego. Są też lokalsi, z którymi chcę mieć jak najlepsze kontakty – chociażby Ochotnicza Straż Pożarna z Grodźca, niezastąpiona przy zabezpieczaniu imprez. Mamy tu dość przestrzeni dla każdego, kto chce robić coś dobrego dla mieszkańców i dla zamku.

Jak Pan ocenia stan zachowania zamku?
- Robię ekspertyzę. Są specjaliści, którzy wiedzą o konstrukcjach architektonicznych znacznie więcej niż ja, więc chcę się oprzeć na ich ocenie. Jeśli wskażą miejsca, gdzie dla bezpieczeństwa obiektu trzeba coś zespoić itd, to bez dyskusji natychmiast wykonamy ich zalecenia. W tej kwestii nie mędrkuję, nie wyciągam szpachelki i nie lepię, ale polegam na fachowcach. Warto docenić, że przez lata bardzo dużo zostało na zamku zrobione: dach, spoinowanie murów, pierwszy etap odwodnienia tarasów… Te prace trzeba kontynuować. Moim marzeniem jest odbudowanie ścieżki wiodącej od kościoła do zamku, aby turyści mogli z niej wygodnie i bezpiecznie korzystać. Innym wielkim marzeniem jest parking.

Jak spółka chce pozyskiwać pieniądze na utrzymanie i ratowanie zamku?
- Istotny dopływ środków zapewniają turyści, więc trzeba traktować ich fair. Albo ktoś pokocha Grodziec i będzie tu wracał, albo nie. Chcemy, by nasi goście po wyjeździe zamieniali się w żywe reklamy zamku. Będziemy się starali zafrapować ich opowiadając, jak najciekawiej, o historii tego miejsca. Do niektórych, mam nadzieję, trafimy przez żołądek, bo jednym z naszych atutów jest pyszna zamkowa kuchnia. Jako spółka spróbujemy zabiegać o finansowe wsparcie ludzi ze środowiska biznesowego. Zamierzam wystąpić do nich z konkretną ofertą, która może ich zainteresować. Tak samo będziemy zapraszać do siebie szkoły, zakłady pracy. Czas ruszyć na targi turystyczne i targi ślubne, bo tam też są nasi potencjalni klienci. Spółka musi prosperować nie od maja do października tylko okrągły rok, od stycznia do stycznia.

Zamek w zimowej aurze też wygląda pięknie.
- Przepięknie. Ale ten czas, kiedy ruch turystyczny słabnie, można wykorzystać na przykład na działania promocyjne, obecność na targach, rozsyłanie ofert. I najważniejsze: słuchać ludzi. Skoro mamy żyć z turystów, to musimy wiedzieć, z jakimi oczekiwaniami do nas przyjeżdżają. Trzeba pytać, czego potrzebują, jakie są mocne strony zamku, jakie słabe. Jednocześnie trzeba być wrażliwym na głos mieszkańców gminy, bo jesteśmy tutaj nie tylko dla gości z Poznania czy Gdańska. I trzeba słuchać akademików – bardzo liczę, że zechcą nas wesprzeć w przygotowaniu nowej oferty zamku.

Gmina Zagrodno nie ma ośrodka kultury. Czy w związku z tym uważa Pan, że na spółce Zamek Grodziec spoczywa obowiązek wypełnienia tej luki?
- Tak. Zamek znajduje się w konkretnym miejscu. Sto procent udziałów spółki należy do konkretnego właściciela. To zobowiązuje, aby wpisać się z ofertą w potrzeby lokalnej społeczności. Bardzo mi zależy na turystach z Polski, Europy i świata, ale przed nimi są dzieciaki ze szkoły, panie z kół gospodyń wiejskich, strażacy z OSP… Nie jesteśmy instytucją kultury, ale jako spółka możemy proponować wydarzenia, które będą adresowane zarówno do mieszkańców, jak i przyjezdnych.

A co Pan myśli o pomyśle, aby na stałe albo raz na jakiś czas mieszkańcy mieli darmowy wstęp na zamek?
- Chciałbym bardzo, aby zamek był otwarte na lokalsów, bo to miejsce zyska, jeśli oni będą nim żyli, cieszyli się. W końcu to oni pokażą kierunek, jak ktoś zabłądzi. Na wakacje szykuję związaną z tym niespodziankę.

Ok. Nie chciałbym jej popsuć. Następne pytanie: spotkał się Pan już z konserwatorem zabytków?
- Tak, jesteśmy po długiej rozmowie. Omówiliśmy kilka rzeczy, które będziemy w najbliższym czasie organizować. To był mój pierwszy oficjalny wyjazd po objęciu spółki. Z urzędem konserwatorskim, do którego mam ogromny szacunek, współpracuję nie od wczoraj.

Kalendarz imprez odziedziczył Pan po poprzedniku. Przewiduje Pan w nim jakieś zmiany?
- Zmiany na pewno będą, ale przede wszystkim czuję się w obowiązku zorganizować te imprezy, które już zostały zapowiedziane. Chciałbym jednak do tej oferty dodać coś od siebie. Źle bym się czuł, gdybym nie miał nic do zaproponowania.

Przez całe lato Grodziec zaprasza nie tylko w weekendy i nie tylko od święta. Zamek można zwiedzać codziennie od poniedziałku do niedzieli w godz. 10-18. Bilety kosztują 28 (normalny) i 23 zł (ulgowy).W weekendy o godz. 11.00, 13.00, 15.00 po zabytku oprowadza przewodnik (bez dodatkowej opłaty).


FOT. ZAMEK GRODZIEC, FOT. PIOTR KANIKOWSKI

    Drukuj       Email

2 komentarze

  1. Anonim pisze:

    Wkrótce wszystko wróci do normy.

  2. Paweł pisze:

    Niech nowy szef nie zapomina że 99% odwiedzających nie chce słuchać naukowych wywodów. Chcą zabawy z historią. To nie muzeum to obiekt turystyczny. Ostatnie lata pokazały że brakuje inscenizacji historycznych i remontów. Za dużo tu było wiejskich imprez. Taki był zamek jak stragan babci na odkust.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


* Wymagany

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

You might also like...

obraz_2022-08-10_120001752

Noc na zamku Grodziec – pod rojem perseidów

Read More →