Kino
Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  wiadomości  >  Current Article

Bóg zesłał mi wylew. Przez Polskę o jednej nodze

Przez   /   16/05/2013  /   18 Comments

Od wylewu Piotr Suchan ma całą prawą połowę ciała jak z drewna, bezwładną, bez czucia. Wszystko robi lewą: ubiera się, myje, kroi chleb, pisze, prowadzi samochód i kładzie kafelki. 1 maja wyruszył samotnie w pieszą wyprawę dookoła Polski. Idzie w żółtej kamizelce z napisem: “Po wylewie życie się nie kończy – ono się dopiero zaczyna”, żeby dodać otuchy chorym, którzy się poddali. – Po wylewie moje życie stało się lepsze – mówi bez mrugnięcia okiem.

Życie Piotra Suchana zmieniło się w grudniu 2004 roku, gdy miał 32 lata. Z medycznego punktu widzenia zatrzymana przez zakrzep w żyle krew zalała mózg Piotra, powodując groźne dla życia, mechaniczne uszkodzenia.

- Sam sobie na ten wylew zapracowałem. Nieleczone nadciśnienie, alkohol, papierosy, stres. Dużo zła skumulowało się i jak bomba atomowa rozniosło moje stare życie w pył – opowiada, siedząc na krześle w wiejskiej świetlicy, gdzie dzięki dobrym ludziom spędził noc. W piecu buzuje ogień, przy którym suszą się buty i ubranie. Cały poprzedni dzień szedł w deszczu i przemókł do suchej nitki. Rozmawiamy a Anna Lisowska, sołtyska Olszanicy, smaruje mu pajdy konserwą przyniesioną ze sklepu.  W szklance parzy się herbata.

Przed wylewem Piotr Suchan miał życie jak wielu innych: ślub, dzieci. Praca. Dużo pracy, bo trzeba było gonić za pieniądzem.  Przez jakiś czas jeździł tirem po świecie, więc prawie nie widział, jak chłopcy rosną. Nie było na to czasu. Popijał, ale nigdy na umór, więc nie widział problemu. Był – jak mówi – trzeźwym alkoholikiem. Trzeźwym tzn. takim, o którym ludzie myśleli, że nie pije. Bardzo się pilnował, by tak było. Ale wpadał w nałóg coraz głębiej. Rano piwko,  potem szukanie pretekstu, by skoczyć na wieś po drugie, i tak się to toczyło. “Czego ty ode mnie chcesz, kobieto” – oburzał się, gdy żona zaczęła zwracać mu uwagę. Coś się między nimi psuło.

- Już miała dość tego. Odeszłaby ode mnie. Ale Pan Bóg zesłał mi wylew – opowiada Piotr Suchan.

Lekarze powiedzieli jej, że jeśli nawet Piotr nie umrze, to już do końca życia będzie roślinką. Jego stan określali jako bardzo ciężki. Po 3 tygodniach zaczął ją poznawać. Od ich ślubu do wylewu minęło 7 lat. Leżał w łóżku i myślał: “Boże, daj mi drugie siedem lat, bym naprawił wszystko co było złe”.

Po miesiącu szpital przeniósł Piotra na oddział rehabilitacyjny. Ordynator kręcił głową, gdy dwa tygodnie później pacjent stanął na nogi i podreptał wzdłuż przymocowanej do ściany poręczy. Jak przychodziły chłopaki, to nie miały dla paralityka żadnej taryfy ulgowej. “Tato, noga”, “tato, ręka”. Musiał ćwiczyć, zaparł się, żeby z tego wyjść. Czuł, jak życie, które wylew miał zakończyć, paradoksalnie dopiero się zaczyna.

- Uczyłem się wszystkiego od nowa, jakbym się dopiero narodził. Uczyłem się mówić. Uczyłem się poznawać literki. Uczyłem się pisać lewą ręką. Uczyłem się wiązać sznurowadła.

Według Piotra, mądrość jego żony polegała na tym, że nie starała się go wyręczać. Nie traciła cierpliwości gdy z mozołem wiązał but. Nie biegła mu z pomocą, gdy nieporadnie zapinał guziki. Może kromki chleba, które kroił, nie wyglądały najpiękniej, ale smakowały jak zwycięstwo nad niemocą. Nagle chciał robić wszystko. Przed wylewem ofuknąłby żonę, że jest elektrykiem, nie kafelkarzem, a teraz podczas remontu sam kładł kafelki. Lewą ręką zrzuca węgiel do piwnicy.

I żadnego użalania się nad sobą.

Zignorował lekarzy, którzy twierdzili, że nigdy nie będzie mógł prowadzić samochodu. Kazał żonie kupić wóz z automatyczną skrzynia biegów. Nie minął rok od wylewu i znowu jeździł. Zaraz potem bez problemów wszedł na liczącą 889 m n.p.m. Kopię Biskupią w Górach Opawskich. Zimą w Bukowinie Tatrzańskiej śmigał na nartach jakby miał obie nogi i obie ręce sprawne. Latem pielgrzymował pieszo na Jasną Górę.

- Z każdej rzeczy, która mi się udała, cieszyłem się jak dziecko – opowiada Piotr Suchan.

Przed wylewem uwielbiali z żoną chodzić po górach.  W 2006 r. namówił ją, by zdobyli Śnieżkę. Chcieli iść łatwym wejściem od świątyni Wang, ale pomylili trasy. Żółty szlak skończył się nagle. Do wyboru mieli powrót do Karpacza lub kontynuowanie wspinaczki czerwonym szlakiem.

- Żona pomogła i dotarliśmy na szczyt – wspomina Piotr. - Przed nami szła jakaś pani z panem. Koniecznie chciała mi zrobić zdjęcie na tej Śnieżce, by pokazywać je ludziom po wylewie, z którymi pracuje.

To dla nich Piotr Suchan obchodzi Polskę dookoła. Dla tych, którzy po wylewach leżą w domach i myślą, że życie się skończyło. Dla tych z apatią, w depresji, przywalonych nieszczęściem, nie widzących sensu w swojej egzystencji. Dla takich jak sąsiad dziewczyny spotkanej po drodze  w wiejskim sklepiku pod Jaworem, który po wylewie już tylko siedzi na tarasie, zrezygnowany.  Oto jeden z nich – człowiek, który miał być roślinką – idzie przez Polskę o jednej nodze.

Planował tę wyprawę od ponad roku. Od roku wiedziała o niej żona.

-Moje życie zmieniło się o 180 stopni – mówi Piotr Suchan. – Rozmawiamy czasem o tym z żoną , i ona też nie chciałaby wrócić do tego życia przed wylewem. Bo żyjemy lepiej niż żyliśmy. Myślę, że Pan Bóg zesłał mi wylew, żeby mnie ratować.

Śpi w namiocie, po plebaniach lub  u sołtysów. Dobrzy ludzie karmią go i pomagają jak mogą. Jeszcze się nie zdarzyło, aby był głodny. Przeciwnie, czasem musi odmawiać jedzenia, bo żołądek nie jest z gumy. Spotyka, jak mówi, prawie wyłącznie dobrych ludzi.

Planował, że zrobi to w sto dni, ale czuje, że wędrówka zajmie mu więcej czasu, bo sprzęt nie wytrzymuje morderczej próby. Już dwa dni po wyruszeniu z rodzimej Mechnicy na Opolszczyźnie zdarły się opony w wózku, na którym wiezie ubrania na zmianę, namiot, zapas jedzenia. Awaria wstrzymała go na kilkanaście godzin. Człowiek nawet po wylewie okazuje się twardszy od maszyn z metalu i gumy. W tej chwili Piotr Suchan dochodzi do Krosna Odrzańskiego. W sierpniu wróci do domu.

- Dobrze się idzie – mówi przez telefon.

Dziewiąty rok prawa ręka zwisa mu bezwładnie. Prawa noga jest jak obcy kikut. Kiedyś poczuł w stopie swędzenie i ucieszył się, że czucie wraca. W końcu po obejrzał sobie w wannie nogę, a tu stopa rozwalona całkiem. Okazało się, że cały dzień przechodził w bucie z podeszwą przedziurawioną śrubą na wylot. Szkoda – dwie nogi lepsze od jednej, ale z tą też da się obejść Polskę.

Kilka minut  przed tym, jak zniknął za horyzontem, spotkałem się jeszcze z Piotrem na drodze. Pędził, ciągnąc za sobą wyładowany bagażem wózek. Z trudem dotrzymywałem mu kroku. Zdziwiło mnie to tempo. Zamieniliśmy w biegu kilka zdań. Jedno wciąż brzęczy mi w uszach: ” Muszę nadrobić stracony czas”. Może chodziło mu o zmitrężoną na udzielaniu wywiadu godzinkę. A może o całe życie.

 

FOT. PIOTR KANIKOWSKI

    Drukuj       Email
  • Publikowany: 3179 dni temu dnia 16/05/2013
  • Przez:
  • Ostatnio modyfikowany: Maj 20, 2013 @ 9:44 am
  • W dziale: wiadomości

18 komentarze

  1. Jola Hytkowska pisze:

    Pan Piotr jest już na ostatniej prostej w swojej Wędrówce – wczoraj odpoczywał w naszej Lanckoronie. Kolację zjadł w Cafe Pensjonat, gdzie – jak sam wspomniał, czuł się, jak w niebie a nocleg zapewniła Mu Tatiana Bodnar z Willi Zamek. To pełen energii, uśmiechu i pokory człowiek

  2. Roman k. Białegostoku pisze:

    Poznałem Piotra podczas pracy na zachodzie. Zapamiętałem jako niezwykle sympatycznego człowieka i życzliwego innym. Bardzo mnie ucieszyła ta jego wyprawa i możliwość zobaczenia go po kilkunastu latach. Wiem, że miał kłopoty na trasie, ale czekam na powrót, gdy będzie przechodził przez nasze piękne Podlasie. Wyznania i wyczyn Piotra to nie tylko znak nadziei dla osób po wylewie, ale dla każdego. Piotrze, dodajesz siły nam wszystkim. Dzięki wielkie.

  3. Aga pisze:

    Nie spotkałam tego człowieka…a szkoda moze jeszcze dopisze mi szczęscie ale wieli z niego człowiek

  4. Robert pisze:

    Spotkałem pana Piotra w Miechucinie jest to pięćdziesiąt km od Gdańska. On jest wielkim człowiekiem.Jestem pełen uznania dla jego osoby. Życzę powodzenia. Robert

  5. Katarzyna Z. pisze:

    Witam. Osobiście nie spotkałam Pana Piotra na swej drodze twarzą w twarz, gdyż to nie ja podeszłam do drzwi. Zrobili to jednak mój mąż i syn. Starali się pomóc w znalezieniu nr domu, w którym Pan Piotr miał się zatrzymać na noc. Niestety, ale choć mieszkając na tej samej ulicy, nie znaleźli nr 48. Godzinę później mąż siedząc w ogrodzie u sąsiada, zauważył ponownie Pana Piotra, jak przemierza tę samą trasę ulicą Wyszyńskiego w Gowidlinie. Zagadali wraz z sąsiadem Pana Piotra i tak się dobrze złożyło, że p.Andrzej W. z naszej wsi, zaoferował mu nocleg u siebie w domu. To niesamowita historia i niesamowity człowiek! Ludzie nie bójcie się go i przyjmujcie na noc. Bo prócz jedzenia i picia, musi też mieć gdzie przenocować. A Tobie Andrzej i Twojej żonie, wielkie dzięki! Jesteście wielcy!

  6. Tomasz pisze:

    Spotkałem Pana Piotra dziś w Bruskowie Wielkim koło Słupska. Tutaj zdjęcia z tego spotkania. https://www.facebook.com/media/set/?set=a.613275498683287.1073741843.217491464928361&type=1

  7. Piotrek pisze:

    Dzięki Wam wszystkim ;D Znam tego gościa i milo że go wspieracie ;D

  8. Piotr Kanikowski pisze:

    Dziękuję wszystkim, którzy spotkali Piotra Suchana podczas jego wędrówki i zostawili tu wpis jako ślad tego spotkania. Podawajcie sobie ten link, niech informacja o tym niezwykłym człowieku dodaje siły wszystkim, którzy przeszli przez wylew.

  9. Darecki pisze:

    Spotkałem go w Lubsku (woj. lubuskie) przed domem- po rozmowie założyłem od razu Fanpage na Facebook “Pan Piotr- pieszo dookoła Polski po wylewie dla innych”, gdzie znajdziecie krótki wywiad z naszym herosem. Udostępniajcie- niech wieść niesie się przez Polskę dając ludziom nadzieję i chęć do życia :)

  10. Damian. pisze:

    Nocował u mnie z piątku na sobotę, niesamowity człowiek, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miał przyjemność spotkać go na swej drodze ;) )

  11. Marcin pisze:

    Pan Piotr w sobotę 25.05.2013 minął Świdwin to jest 50 km od Kołobrzegu i właśnie w jego stronę podąża. Pozdrawiam i życzę powodzenia!!!

  12. Róża i Stanisław Tytko pisze:

    Piotr Suchan jest u nas w Sianożętach na noclegu, ma akurat dłuższą przerwę (2 dni). Jego rodzina (dwóch synów i żona) przyjechała go odwiedzić. Sądzimy, że Piotr jest bardzo życiowym człowiekiem i w rozmowie z nim możemy się naprawdę wiele nauczyć. Akurat w bramie, kiedy wchodził, wózek się rozkraczył i pękło zawieszenie. Seweryn Załóg, syn sołtsa ze wsi Kładno zespawał zepsute części i niedługo po tym wózek mógł już sunąć po drodze. Pojutrze wyruszy w dalszą drogę. Życzymy mu powodzenia i mamy nadzieję że uda mu się bez większych przeszkód pokonać dalszą drogę.

  13. Faustyna pisze:

    Znam Pana Piotra i wierzę, że mu się uda.
    Życzę powodzenia Panie Piotrze

  14. MAGDA pisze:

    DZISIAJ SPOTKAŁAM PRZED SWOIM DOMEM PANA PIOTRA. MIŁY,SYMPATYCZNY Z OGROMNĄ WIARĄ I NADZIEJĄ CZŁOWIEK!!!! JEST PAN NIESAMOWITY!!!POZDRAWIAM I ŻYCZĘ SAMYCH DOBRYCH LUDZI NA SWOJEJ DRODZE.

  15. Gienek pisze:

    Jednak pokora popłaca a często tak bywa że ludzie narzekają, są niezadowolenie gdy już się pojawi siła wyższa człowiek jest wstanie podporządkować się do woli Boga.

    Panie Piotrku Zdrowia , wytrwałości życzę i powodzenia na szlaku ……
    Pozdrawiam

  16. Bogdan pisze:

    Witam. Dzisiaj wieczorem dotarł do mnie Pan Piotr. Teraz jest w Swierkocinie nad Wartą w woj . Lubuskim. jest 19.05. 2013r. Rozbił namiot w moim ogrodzie. To co mi opowiadał to naprawdę człowiek z żelaza. Niech go Bóg prowadzi.

  17. Piotr Kanikowski pisze:

    Dla mnie to tez jeden z najwspanialszych ludzi, o których kiedykolwiek pisałem. Mam nadzieję, że ludzie po wylewie usłyszą o jego wyprawie.

  18. Znajomy pisze:

    To co robi Piotrek jest niewiarygodne. Znam go od dziecka i wszystko się zgadza o czym opowiada, dla mnie Wielki Człowiek i wzór. Kibicujemy mu całą rodziną, oby więcej takich ludzi, a świat będzie po prostu lepszy. Trzymaj się Piotrze!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


* Wymagany

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

You might also like...

sad121 (2)

25 lat więzienia dla ojca, który zabił swoje dziecko

Read More →