Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  styl życia  >  Current Article

Strażacy z Brochocina jeżdżą z dronem na akcje. Po co?

Przez   /   29/08/2019  /   No Comments

Dron i mobilne centrum dowodzenia Ochotniczej Straży Pożarnej w Brochocinie przydały się w żniwa przy gaszeniu rozległych pożarów na polach, przyspieszyły poszukiwania zaginionej 79-latki z Chojnowa i umożliwiły sprawdzenie, czy do zawalonego klasztoru w Lubomierzu można bezpiecznie wpuścić ratowników. Nowe technologie rewolucjonizują prowadzenie takich akcji, a niewielka jednostka OSP w Brochocinie jest w tej dziedzinie pionierem na skalę europejską. Słyszeli już o niej w Berlinie.

OSP Brochocin nie dysponuje nadzwyczajnymi funduszami, armią ochotników ani równie ciężkimi wozami bojowymi jak te, którymi do pożarów wyjeżdżają koledzy z Zagrodna czy z Olszanicy. Wiceprezes Tomasz Halikowski głowił się więc, jak przy tych ograniczeniach maksymalnie przydać się w działaniach straży. I wpadł na pomysł, że jego ludzie mogliby wspomagać kierowanie akcjami ratowniczymi, wykorzystując bezzałogowe statki powietrzne oraz mobilne centrum dowodzenia utworzone na bazie lekkiego pojazdu GLBM. Dzięki temu podczas pożarów czy powodzi sztab akcji nie musiałby przy podejmowaniu decyzji polegać tylko na meldunkach przez radio albo zawodnych obserwacjach z poziomu powierzchni ziemi.

Strażacy z Brochocina potrafią w minutę po przyjeździe poderwać w powietrze specjalistycznego drona DJI Mavic 2 z kamerą, by z góry transmitować w czasie rzeczywistym obraz wysokiej rozdzielczości. Dowódca zyskuje dzięki nim nową perspektywę. Na dużym ekranie w mobilnym centrum dowodzenia widać dokładnie, w którą stronę rozprzestrzenia się pożar lub gdzie powódź wymyka się spod kontroli. Można szybko, skutecznie zadysponować odpowiednie siły i środki w zagrożony rejon albo wycofać ludzi, jeśli znaleźli się w niebezpieczeństwie.

- Musimy pamiętać, że powódź, pożar to zjawiska dynamiczne – mówi Tomasz Halikowski. I nawiązuje do prasowych doniesień wozie gaśniczym, który spłonął pod koniec lipca w pożarze zboża w Lubuskiem. Załoga zbyt późno zorientowała się w sytuacji. Na szczęście, ludzie zdołali uciec przed ogniem, ale straż straciła sprzęt wart milion złotych. – Gdyby tam był wtedy dron taki jak nasz, za kilkanaście tysięcy złotych, to pewnie można by było w porę zobaczyć, co się dzieje, i uniknąć tej straty.

Tego lata mobilne centrum dowodzenia OSP Brochocin wspomagało gaszenie wielohektarowych pożarów zbóż, m.in. na polach między Olszanicą a Radziechowem oraz w Łaźnikach w gminie Złotoryja. Dron znalazł też inne zastosowanie. Gdy pod koniec lipca na skutek działań złomiarzy runął poklasztorny pustostan w Lubomierzu, Wojewódzkie Stanowisko Koordynacji Ratownictwa we Wrocławiu zadysponowało do przeszukiwania gruzowiska jednostkę z Brochocina. Strażacy wpuścili do zawalonego budynku swój bezzałogowy statek powietrzny, by m.in. przy pomocy kamery termowizyjnej sprawdził, czy pod cegłami nie ma ludzi i czy można bezpiecznie posłać tam ratowników. Obraz z drona oglądany w goglach w technologii 3D umożliwił wirtualny spacer po niebezpiecznym miejscu zanim ktokolwiek zdecydował się postawić tam stopę.

- Braliśmy udział w poszukiwaniu zaginionej kobiety w okolicach Michałowa i Jaroszówki – opowiada Tomasz Halikowski. – Prowadziliśmy tam akcję ratowniczą z sektorowaniem w formie cyfrowej.

Sektorowanie polega na tym, że teren poszukiwań jest dzielony na sektory do sprawdzenia jeden po drugim. Potem grupa 30-40 osób idzie w zwartym szyku szukając śladów osoby zaginionej. Ale dzięki rozwojowi nowych technologii 30-40 ludzi jest w stanie wyręczyć jeden dron plus zespół 2-3 specjalistów – w dodatku sprawdzą sektor szybciej, co w niektórych sytuacjach może zdecydować o życiu osoby zaginionej. Strażacki dron przeczesywał teren z powietrza, nieustannie podając swoje współrzędne GPS. Do bazy transmitował obraz w czasie rzeczywistym, ale jednocześnie zapisywał go na wymiennym dysku. Obraz z DJI Mavic 2 jest tak dokładny, że na ekranie można przeczytać etykietę leżącej w trawie butelki dostrzeżonej przez kamerę przesuwającą się 40 metrów nad ziemią. Po wylądowaniu statku, ratownicy mogą wyjąć z niego nośnik pamięci i na stanowisku obróbki cyfrowej w mobilnym centrum dowodzenia, raz jeszcze przyjrzeć się nagraniu klatka po klatce, powiększając każdy detal, który ich zainteresuje. Ułatwia to dowódcy akcji efektywniejsze użycie ludzi – wysyła się ich tylko w te miejsca, gdzie istnieje ryzyko, że dron mógł czegoś nie dostrzec.

- Szkoda, że nie mieliśmy jeszcze drona, gdy w złotoryjskim Borgersie nastąpił wybuch – opowiada Tomasz Halikowski. – Służby potrzebowały godziny do oceny sytuacji, czy można bezpiecznie posłać w to miejsce ratowników. My ten czas skracamy do kilku minut. Operując dronem, jesteśmy w stanie bez narażania ludzi obejrzeć wszystko z bliskiej odległości.

Strażacy z Brochocina myślą o zrobieniu kolejnego kroku. Chcą, aby obraz z kamery można było transmitować nie tylko do mobilnego centrum dowodzenia w miejscu zdarzenia, ale też do powiatowego stanowiska kierowania. Dyspozytor, który dysponuje siły i środki, na bieżąco widziałby dokładnie to co dron. To jeszcze bardziej usprawniłoby działania straży.

Aspiracje strażaków z Brochocina wspierają władze gminy Zagrodno. Wójt Karolina Bardowska sfinansowała zakup drona DJI Mavic 2 Enterpriese Duo. Choć kompaktowy, ma ogromne możliwości. Jest wyposażony w kamerę o rozdzielczości 20 megapikseli, mogącą rejestrować obraz w standardzie 4K i przesyłać go do stacji naziemnej w jakości 720p. Dzięki najaśnicy, dron sprawdza się też w ciemnościach: po jej włączeniu obraz na ekranie staje się tak jasny jak w dzień.

Jednostka ma przeszkolonych 3 operatorów drona z uprawnieniami Polskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego i dodatkowo 6 ratowników z tzw. asysty, których zadanie polega na sygnalizowaniu, gdzie maszyna ma polecieć, co przybliżyć, itd.

Mała jednostka OSP w Brochocinie budzi rosnące zainteresowanie w Polsce i poza Polską. Choć coraz powszechniej wykorzystuje się drony przy akcjach ratowniczych, realizowany w gminie Zagrodno pomysł na wsparcie dowodzenia nie ma odpowiednika nigdzie w Europie. Do Brochocina przychodzi w tej sprawie list za listem. Na jesień Halikowski dostał zaproszenie od strażaków z Berlina ciekawych jego pomysłu. OSP Brochocin został zadysponowany przez wrocławskie dowództwo do udziału w międzynarodowych manewrach kampanii pożarniczej, które odbędą się w połowie września w Pstrążu. Będą trenować razem z jednostkami z Polski, Niemiec, Czech i Szwecji. Jako jedyni przyjadą do Pstrąża z dronem. Dla strażaków-ochotników z Brochocina to ogromna nobilitacja, bo będą mogli trenować u boku zawodowców, którzy latem 2018 roku gasili ogromne pożary na Półwyspie Skandynawskim.

Nowe technologie to również sposób na przyciągnięcie do OSP młodych ludzi, dla których dotychczasowy model strażaka-ochotnika przestał być, niestety, atrakcyjny. W remizie w Brochocinie dostają szansę, by nauczyć się obsługi drona i komputerowej obróbki obrazu, co może się im przydać w przyszłej pracy zawodowej. Tomasz Halikowski nazywa to akademią wiedzy technologicznej.

- Z małych miejscowości wychodzi coś, co jest miarą XXI wieku – Tomasza Halikowskiego rozpiera duma. – To jest fajne. Bardzo się cieszę, że gmina nam zaufała. Idziemy trochę inną drogą niż wszyscy. Inwestując w ciężkie samochody gaśnicze za setki tysięcy złotych, niewątpliwie bardzo potrzebne, zapomina się, że w krytycznym momencie może je uratować mały dron za 25 tys. zł. I że ten mały dron pomoże lepiej zadbać o życie ratownika. Niewycenialne. Bezcenne.

FOT. OSP BROCHOCIN

    Drukuj       Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


* Wymagany

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

You might also like...

marszalek

Ujęto wspólnika złodzieja, który skradł Rokossowskiego

Read More →