basen jawor
Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  wiadomości  >  Current Article

Raper-morderca z Legnicy chciałby wrócić do dzieci

Przez   /   11/07/2019  /   No Comments

W środę 17 lipca o godz. 9 Sąd Apelacyjny we Wrocławiu rozpatrzy apelacje złożone przez prokuratora i obrońcę Marcina M., który w listopadzie 2018 roku na ul. Chojnowskiej w Legnicy bez powodu pobił na śmierć 65-letniego mężczyznę. Obie strony odwołały się od wyroku Sądu Okręgowego w Legnicy, który skazał Marcina M. na 25 lat pozbawienia wolności i zastrzegł, że o warunkowe zwolnienie może starać się najwcześniej po odsiedzeniu 20 lat w więzieniu.

Prokurator Okręgowy w Legnicy domaga się dla Marcina M. kary dożywocia, zarezerwowanej dla najbardziej okrutnych zabójców. Mecenas Błażej Gajda, obrońca, próbuje podważyć opinię biegłych psychiatrów i psychologa, według której jego klient po zatrzymaniu symulował chorobę psychiczną a w chwili zabójstwa był całkowicie poczytalny. Marcin M. ma trzydzieści lat. Jeśli wrocławski sąd podtrzyma wyrok Sądu Okręgowego w Legnicy, po pięćdziesiątce wyjdzie na wolność.

18 listopada 2017 roku na ul. Chojnowskiej w Legnicy Marcin M. bez powodu zakatował na śmierć przypadkowego przechodnia, który wyszedł rano po pieczywo na śniadanie. W niepojętej furii zadał mu kilkadziesiąt ciosów w głowę masakrując kości czaszki.

Marcin M. nie wypiera się zabójstwa. Zrzuca winę na narkotyki, które zażywał od 14 roku życia. W nocy poprzedzającej zbrodnię pił wódkę z kumplami, zażył kokainę, nad ranem pałętał się po miejskim targowisku, rozbijał skrzynki, a potem postraszony policją uciekł w kierunku ul. Chojnowskiej, gdzie natknął się na 65-letniego Leszka N.

Leszek N. był spokojnym, niekonfliktowym człowiekiem. Mieszkał samotnie. Od urodzenia cierpiał na upośledzenie umysłowe. Dobrze sobie radził w codziennych sprawach, ale stronił od innych osób. Bał się, że obcy mogą zrobić mu krzywdę i raczej nie wychodził z mieszkania. Za wyjątkiem tych poranków, kiedy miasto dopiero zaczynało się budzić i na ulicach było niewielu ludzi. Czuł się wtedy bezpieczniej. Jego dni miały przez to stały rytm. Budził się około czwartej nad ranem i wychodził na krótki spacer. Kończył go zakupami w piekarni. Tę, którą lubił najbardziej, zamknięto, dlatego 18 listopada pojawił się na ul. Chojnowskiej, gdzie jego ścieżki przecięły się ze ścieżkami Marcina M. Była sobota. Miał ochotę zjeść świeże pieczywo na śniadanie.

Marcin M. bez powodu powalił go na chodnik, deptał i kopał, głównie w głowę. Odchodził na chwilę i wracał co najmniej trzy razy, co zarejestrowały kamery miejskiego monitoringu. Szybko pojawiła się krew. Doszło do uszkodzenia tkanek kostnych i zaatakowany mężczyzna stracił przytomność. Marcin M. nie zostawił go wtedy w spokoju. Kilkadziesiąt ciosów zadanych ciężkim zimowym obuwiem praktycznie zmieniło w miazgę twarz starszego pana. Ciosy zniszczyły kości oczodołów, kości jarzmowe, kości szczęk i żuchwy. Ofiara Marcina M. zmarła w wyniku zachłyśnięcia się krwią. Ze względu na potworne obrażenia niemożliwe było zastosowanie sztucznego oddychania, więc policjanci, którzy pierwsi udzielali mężczyźnie pomocy, mogli tylko uciskać mu klatkę piersiową, w nadziei, że to coś da. Krtań 65-latka została tak zmasakrowana, że ratownicy z pogotowia nie byli w stanie zrobić intubacji, by dostarczyć płucom tlen. Od ataku Marcina M. do stwierdzenia zgonu przez lekarza pogotowia upłynęło nieco ponad pół godziny. Zabójca nie przestał pastwić się nad swą ofiarą nawet kiedy na ul. Chojnowskiej pojawił się patrol policji.

Kiedy mniej więcej sześć godzin później przebadano Marcina M. alkotestem, wynik pokazał 0,0. Funkcjonariusze znaleźli przy zatrzymanym śladową ilość metamfetaminy – tak niewielką, że zużyli całość do badań w laboratorium. Obok potwornie zakatowanego człowieka leżały koraliki należące do oskarżonego, tzw.  “różaniec Szatana”. Marcin M. słyszał głosy, gadał z duchami i parał się satanizmem. Dużo czytał na ten temat. Przygotowywał się do nagrania płyty i przez internet zawarł pakt z Szatanem, wierząc, że książę ciemności pomoże mu odnieść sukces artystyczny. Podczas procesu Marcin M. doszukiwał się w pokrzywdzonym demona, od którego chciał się uwolnić. Zaraz po zatrzymaniu, mówił policjantom, że nie spodobała mu się twarz nieznajomego. Że skojarzyła mu się z twarzą byłej partnerki. Potem jednak w sądzie odwołał te słowa. Podczas legnickiego procesu płakał nad sobą i prosił, by sąd nie odbierał mu nadziei, że kiedyś wróci do swoich dzieci.

- Sąd uznał, że nie zachodzą okoliczności do orzeczenia w tej sprawie kary dożywocia, która musi być traktowana jako odpowiednik dawnej kary śmierci – mówił 20 marca 2019 r. sędzia Marek Regulski. – Można ją orzekać tylko w przypadku, gdy nie ma żadnej nadziei na pozytywne rokowania co do resocjalizacji sprawcy. Z opinii biegłych wynika, że oskarżony będzie mógł powrócić do społeczeństwa i nie stwarzać już zagrożenia, jeśli w zakładzie karnym podda się terapii uzależnień.

Czy Sąd Apelacyjny we Wrocławiu podziela tę opinię? Utrzyma legnicki wyrok, uchyli go, złagodzi czy zaostrzy? Skieruje Marcina M. na dodatkowe badania psychiatryczne, tak jak chciałaby obrona, czy uzna diagnozę postawioną już przez biegłych za jasną, jednoznaczną i nie wymagającą uzupełnienia? Odpowiedź poznamy w najbliższą środę.

FOT. PIOTR KANIKOWSKI

 

    Drukuj       Email
  • Publikowany: 124 dni temu dnia 11/07/2019
  • Przez:
  • Ostatnio modyfikowany: Lipiec 11, 2019 @ 2:21 pm
  • W dziale: wiadomości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


* Wymagany

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

You might also like...

cigarette-685652_1280

Ziobro żąda surowych kar dla egzekutorów długu z Legnicy

Read More →