helios1
Loading...
Jesteś tutaj:  Home  >  styl życia  >  Current Article

Pamiętajmy o ofiarach ludobójstwa na Kresach

Przez   /   09/07/2020  /   No Comments

“11 lipca w Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPA powinniśmy – każdy na miarę swoich możliwości – uczcić pamięć naszych Rodaków okrutnie pomordowanych na Kresach, których doczesne szczątki nie znalazły dotąd godnego miejsca wiecznego spoczynku.” – pisze dr Tadeusz Samborski, prezes Stowarzyszenia Kulturalnego Krajobrazy w Legnicy.

 

 

 

…” I zdarza się, że westchnienie słychać spod mogiły.
Nieśmiała skarga płynie: za długa ta cisza!
Już czas przypomnieć o nas, aby świat usłyszał!”
(n. n.)

Tylko, że większość ofiar banderowskiego ludobójstwa na Polskich Kresach Wschodnich nie ma do tej pory swoich mogił. Nie ma nawet krzyża w miejscu gdzie porzucono zwłoki bestialsko pomordowanych dzieci, kobiet, starców, mężczyzn, osób duchownych. Nadal obowiązuje na Ukrainie zakaz ekshumacji ciał tych których pozbawiono życia tylko dlatego, że byli Polakami. Rzecz dzieje się w Europie Środkowo – Wschodniej, w XXI wieku i jest tematem „spornym” między sąsiadującymi ze sobą narodami i państwami, które deklarowały wchodzenie na coraz wyższe piętra przyjaźni z partnerstwem strategicznym włącznie! Każdy, nowy – na ogół znikomy „limit” miejsc ekshumacji miejsc do których dopuszczeni zostaną polscy badacze z IPN, bywa ogłaszany w mediach, a także w oświadczeniach polskich polityków jako sukces dyplomatyczny. Polska, która ogłasza się wszem i wobec jako „adwokat” spraw Ukrainy na arenie międzynarodowej ( zresztą Ukraina o to nie zabiegała i nawet dystansowała się od takiej naszej gorliwości), Polska przyjmująca dziesiątki tysięcy obywateli Ukrainy do pracy, wspierająca finansowo Kijów w formie pożyczek na „wieczne nieoddanie”, Polska znosząca z pokorą i bez śladu honoru różnego rodzaju afronty ze strony ukraińskiej – nie jest w stanie przekonać sąsiada, że umożliwienie godnego pochówku ludzi jest jedyną z podstawowych norm cywilizacyjnych ?! O tempora! O Mores! Chciałoby się rzec, gdyby problem nie dotyczył spraw bezgranicznie tragicznych i ostatecznych.
Nie można nie przyznać racji poecie w zacytowanym wyżej wersie, iż „Za długa ta cisza, i że czas przypomnieć o nas, aby świat usłyszał”.
Ale ta cisza panuje tylko w salonach poprawności politycznej w głównych mediach i wśród prominentnych polityków różnych opcji politycznych. Bo w nurcie życia zwykłych ludzi, zwłaszcza Kresowian i ich potomków coraz częściej mówi się o ludobójstwie banderowskim, składa się hołdy pomordowanym, organizuje się okolicznościowe przedsięwzięcia. Napisano wiele wspomnień naocznych świadków, i dość dużo prac naukowych. Są to niestety wydawnictwa niskonakładowe, a ich autorzy nie są doceniani przez czynniki miarodajne. Temat ludobójstwa i neobanderowszczyzny jest ciągle trefny i nie stał się elementem podstawy programowej nauczania historii. O kresowej tragedii młode pokolenie dowiaduje się najczęściej z przekazów ustnych swoich przodków lub podczas uroczystości organizowanych przez samorządy niższych szczebli i różnego rodzaju stowarzyszenia. Jeszcze całkiem niedawno takie uroczystości organizował samorząd Województwa Dolnośląskiego i wielka szkoda, że Urząd Marszałkowski zaniechał organizacji cyklicznych „Dni Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa” odbywających się corocznie w lipcu w kościele św. Jana i na Zamku Piastowskim w Legnicy. Cóż, szkoda, że wśród priorytetów aktywności obecnego zarządu polityka historyczna lub dokładniej troska o pamięć pomordowanych przez OUN – UPA Kresowian ( a ich potomkowie stanowią znaczącą część społeczności naszego regionu ) nie znajduje należnego jej miejsca.
Politycy krajowego znaczenia i medialnej popularności „rocznicowo”, incydentalnie i raczej zdawkowo odnoszą się do kwestii ludobójstwa, chociaż są w stanie wyrazić żal i współczucie najbliższym ofiar. Ale nie są w stanie ( mam na uwadze większość polityków) konsekwentnie i skutecznie wprowadzić do głównego nurtu pamięci narodowej tematu banderowskiego ludobójstwa, które było największą tragedią narodu polskiego w XX wieku. Jeśli piszę, iż nie są w stanie to nie twierdzę, że nie mają ku temu wiedzy, umiejętności, talentu czy innych walorów. Takiej postawy wielu polskich polityków upatruję raczej w braku woli podejmowania tematów trudnych i niepopularnych, a na pewno taka postawa jest wynikiem braku samodzielności głównych sił politycznych w kreowaniu relacji ze Wschodem. Imperatyw ukrainofilstwa i rusofobii wpycha polskie polityczne ośrodki decyzyjne w ślepy zaułek ze szkodą dla żywotnych interesów narodu polskiego. Bo na pewno w interesie Polaków i ich kondycji moralnej jest uszanowanie pamięci okrutnie pomordowanych współbraci, powiedzenie pełnym głosem i klarowne prawdy o ludobójstwie oraz jego autorach i sprawcach. No i oczywiście chodzi też o godność i honor Polaków, na który tak często powołują się środowiska rządzące w Polsce. Czyż nie jest podeptaniem honoru Polaków publiczne gloryfikowanie i materialne upamiętnianie tych nacjonalistów ukraińskich, którzy zgotowali naszym Rodakom los najtragiczniejszy z możliwych?.
Oczywistym jest, że neobanderowską pychę nie akceptują wszyscy na Ukrainie ani też tak bardzo wielu w Polsce. U nas nie wzbudza ona niepokoju i sprzeciwu u tych którzy naprawdę nic lub niewiele wiedzą o ludobójstwie dokonanym przez OUN -UPA na cywilnej ludności polskich Kresach Wschodnich. I to jest poważny zarzut pod adresem edukacji historycznej naszego społeczeństwa. Na Ukrainie również bardzo wielu ludzi niewiele wie o zbrodniach UPA na ludności cywilnej różnych narodowości – głównie na Polakach, ale także na Ukraińcach nie akceptujących ludobójczych koncepcji nacjonalistów. Większość społeczeństwa ukraińskiego wie o bohaterskiej i wyzwoleńczej walce OUN – UPA z Armią Czerwoną. Takie „skrzywienie” i wybiórcza ocena to rezultat świadomej deformacji w edukacji historycznej młodego pokolenia Ukraińców. Z tak ukształtowanym poglądem młodych Ukraińców spotykamy się na Dolnym Śląsku w rozmowach i postawach przyjeżdżających do nas do pracy. Upowiec jako bohater walczący o „Samostijną” Ukrainę to przeważający wizerunek ukształtowany w świadomości przybyszów zza wschodniej granicy.
Na szczęście nie wszyscy Ukraińcy – nawet ci z zachodniej jej części podzielają taką ocenę najnowszych dziejów swojego narodu. Spotkałem przypadkowo ukraińskich Lwowian w okolicach kościoła św. Elżbiety, którzy z dezaprobatą odnosili się do faktu postawienia tuż przy tej charakterystycznej dla miasta „Semper Fidelis” świątyni ogromnego pomnika , a dokładniej monumentalnego swoistego mauzoleum Stepana Bandery. Z pewnością nie przeżyłby tego wybitny kompozytor polski Wojciech Kilar mieszkający w polskim Lwowie, w kamienicy z okien, której dobrze widać plac z ogromnym postumentem autora koncepcji i organizatora ludobójstwa.
A kościół św. Elżbiety witający każdego przybywającego na lwowski dworzec kolejowy widokiem swoich neogotyckich wież zachwyca nadal swoim pięknem, chociaż wymuszone sąsiedztwo z pomnikiem Stepana Bandery nie ma żadnych przesłanek historycznych i ideowych. Swego czasu świątynia była przywoływana w poezji, w piosenkach i w balladach jak choćby w tych słowach „Z dala widać już niestety wieże kościoła Elżbiety”… .Ten kościół był kochany przez Lwowian, a przez parafian obdarzany miłością najczystszą i niewzruszoną. Gdy przyszedł ponury czas wysiedleń Polaków ze Lwowa w kościele tym – bodajże jesienią 1946 roku odbywało się nabożeństwo pożegnalne. Wygnańcy lwowscy, dotychczasowi parafianie, żegnali się ze swoją świątynią, żegnali się z księżmi, z obrazami, z rzeźbami, z witrażami, żegnali się z przestrzenią wewnętrzną tego kościoła w którym byli chrzczeni, brali śluby, odprawiali msze św. żałobne. Ta przestrzeń, to otoczenie było niemym świadkiem ich zwierzeń, błagalnych modlitw, porywów serca i rodzących się w modlitwie nadziei. I przyszedł ten czarny dzień rozstania z ukochanym, wymodlonym miejscem. Dzień rozstania na zawsze. Ostatnią polską modlitwą jaką słyszały mury tej szlachetnej świątyni była Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Modlitwie tej przewodniczył ówczesny ks. wikariusz tej parafii, który po słowach: „Serce Jezusa sprawiedliwości i miłości skarbnico” padł martwy przed ołtarzem. Używany najczęściej w metaforze poetyckiej zwrot z żalu „pękło mu serce” zmaterializował się u stóp ołtarza w legendarnym kościele św. Elżbiety, który wkrótce został zamieniony w magazyn materiałów budowlanych.
Profesor dr hab. Leszek S.Jankiewicz tak pisze o koszmarze ludobójstwa:”Chyba najciemniejszą stroną zbrodniczej działalności OUN – UPA był ich stosunek do rodzin mieszanych. Rodzin takich na Podolu było wiele . Nacjonaliści głosili tezę, że Ukraina ma być czysta „Jak szklanka źródlanej wody”. Dlatego uważali, że w małżeństwach mieszanych trzeba wymordować polską część rodziny i najlepiej niech to zrobią członkowie tej właśnie rodziny”. Przytoczone niżej przykłady tych potwornych czynów pokazują, iż wpojona szowinistyczna nienawiść zabija w ludziach wszelkie odruchy i uczucia przynależne człowiekowi z jego istoty i natury.
Kilarski Józef ( wieś Poczary gm. Skwarzyna, pow. Złoczów), Polak były legionista został zamordowany na rozkaz UPA przez swego syna Włodzimierza, upowca wychowanego przez matkę nacjonalistkę ukraińską i ochrzczonego w cerkwi. W tej samej wsi Poczary Bukowski Włodzimierz, Ukrainiec otrzymał rozkaz z UPA zabicia swojej żony Polki i córki. Nie wykonał tego rozkazu. Został wraz z żoną zabity, a pół roku później zamordowano jego córkę, która schroniła się w mieście.
We wsi Czerwonogród pow. Zaleszczyki, banderowiec Wytrykusz ( jego matka była Polką) wpadł do domu i zastał tam swoją siostrę. Nie zważając na jej błaganie „Petruniu ne ubywaj mene” (Piotrusiu nie zabijaj mnie) uśmiercił ją serią z automatu. Widać z powyższego, że zatrważająca jest nie tylko liczba ok. 200 tys. ofiar banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939 – 1947, ale także metody i odsłony bezprzykładnego w dziejach naszego narodu okrucieństwa jakiego doświadczyli nasi Rodacy ze strony ukraińskich nacjonalistów. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że okrutnej śmierci z rąk swoich pobratymców zaznawali też ci szlachetni Ukraińcy, którzy ratowali Polaków, pomagali im w ucieczkach lub uprzedzali o planowanych napadach. Ginęły też rodziny ukraińskie za odmowę wysłania synów do UPA. Przykładem może być czysto ukraińska rodzina Pańczyszynów ze wsi Litowisko w powiecie Brody. Za tę samą „zdradę” Ukrainy czyli za odmowę wysłania synów do UPA została zamordowana Apolonia Żarkowska z rodziny mieszanej.
Pamięć o tragicznych ofiarach ludobójstwa jest obecna w przekazach rodzinnych wielu mieszkańców Legnicy i Ziemi Legnickiej w tym także Państwa Zwaryczów z Prochowic. Wiele osób z tym nazwiskiem umieszczonych jest na tablicy upamiętniającej zamordowanych Polaków w Hucie Pieniackiej. Chwalebne jest to, że ten tragiczny rozdział historii Zwaryczów znany jest już prawnuczce seniora rodu Lucynie Zwarycz. Honoru tej kresowej rodzinie przysparza – córka – Czesława Zwarycza – Renata Stępień, która od wielu lat „dyrektoruje” w szkołach prochowickich, ostatnio w Szkole Podstawowej nr 2 im. Tadeusza Kościuszki. Już tylko z kronikarskiego obowiązku dodam, że wychowanie patriotyczne w tej szkole jest na bardzo wysokim poziomie charakteryzując się różnorodnością i atrakcyjnością metod i form. Problematykę kresową prezentują w prochowickiej „dwójce”często zapraszani tam pisarze i artyści.
Traumatyczne wspomnienia o ludobójczej gehennie Polaków na Kresach żyją wśród najbliższych Kazimierza Burtnego aktywnego społecznika, któremu wiele o tych wydarzeniach przekazała jego babcia Wiktoria Łotocka i mama Wanda Juzak. Rodzina Kazimierza Burtnego byłego wicewojewody legnickiego wywodzi się z miejscowości Szypowce, powiat Zaleszczyki.
Ale wspomnienia ponurych lat ukraińskiego ludobójstwa nie przeszkadzają ofiarnemu ludowcowi w corocznym uczestnictwie w akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” i w wspieraniu wszelkich inicjatyw kresowych Stowarzyszenia Kulturalnego „Krajobrazy” w Legnicy.
Kresowianin z Czerwonego Kościoła gm. Krotoszyce Eugeniusz Laszkiewicz działacz spółdzielczości bankowej szczebla krajowego i międzynarodowego z wielkim wzruszeniem wspomina swoje dzieciństwo zapoczątkowane w Słobodzie Konkolnickiej w powiecie rohatyńskim, a kontynuowane na Dolnym Śląsku. W opowieściach o tamtych latach przypomina sobie, że przez długi czas nie mógł pojąć dziecięcym umysłem jak to jest, że jego rówieśnicy mają dziadków, ciocie, wujków, a on nie może pochwalić się taką rodziną. Trzeba było kilku lat, by rodzice mogli mu wyjawić okrutną prawdę o śmierci bliskich od ukraińskiej siekiery.
Legniczanka Irena Gałęzowska – Gruca też dźwiga ciężar koszmarnej pamięci o okrutnej śmierci członków jej rodziny (w tym ojca Stanisława) pochodzącej z Kolonii Dobrzyńsk (gm. Turzysk powiat Kowel). Pani Irena swoimi prywatnymi środkami finansowymi wspiera inicjatywy upamiętniające ofiary ludobójstwa. Jest wiele na Ziemi Legnickiej i w innych regionach przykładów rodzin i osób, których pamięć obarczona jest traumatycznym wspomnieniem ludobójczych aktów nacjonalistów ukraińskich. Ta specyficzna pamięć i wiedza jest przekazywana młodym pokoleniom, nie po to by budzić pragnienie rewanżu czy zemsty. Pokoleniowy przekaz prawdy ma służyć utrwaleniu pamięci i złożeniu należnego hołdu ofiarom ludobójstwa, które najczęściej nie mają swoich grobów i stosownych oznakowań (krzyże, tabliczki). Te działania na Ziemi Legnickiej upamiętniające ofiary, inicjowane przez Stowarzyszenie Kulturalne „ Krajobrazy” a wspierane przez samorządowców i organizacje kresowe (Związek Sybiraków, Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich) są opatrzone dewizą: „Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary”. To zawołanie pięknie współgra z dyspozycją moralną sformułowaną przez męczennika Wołynia, poetę rozerwanego końmi przez zwyrodnialców z UPA Zygmunta Jana Rumla. Jakże proroczo, z najwyższa próbą moralnej jakości i z szacunkiem dla ideałów człowieczeństwa brzmią słowa jego wiersza – modlitwy: „I nie wódź nas na pokuszenie, byśmy jutro nie mścili się za to, co cierpieliśmy dzisiaj”. W tym kontekście dodam, że imię Zygmunta Jana Rumla nosi Biblioteka Publiczna w Prochowicach. Z rozmów jakie przeprowadziłem w ciągu wielu lat swojej działalności publicznej w Legnicy i w całym regionie z ludźmi z Kresów Wschodnich, których najbliżsi zostali okrutnie zamordowani lub okaleczeni (fizycznie i duchowo) wiem, że przywieźli tu bolesną traumę i głęboki żal po stracie rodziców dziadków krewnych i przyjaciół. Ale nie spotkałem w trakcie tych smutnych rozmów nikogo kto głosiłby hasła nienawiści do Ukraińców czy też chęci do zemsty, rewanżu bądź odwetu. Mimo wielkiego bólu duszy i serca zachowują ludzką godność i szlachetność w postępowaniu.
Na koniec pozwolę sobie przypomnieć mieszkańcom Legnicy i Ziemi Legnickiej, że 11 lipca w Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN – UPA powinniśmy – każdy na miarę swoich możliwości – uczcić pamięć naszych Rodaków okrutnie pomordowanych na Kresach, których doczesne szczątki nie znalazły dotąd godnego miejsca wiecznego spoczynku. Może to być udział w okolicznościowej mszy świętej, którą być może zorganizuje parafia, samorząd czy jakieś lokalne stowarzyszenie. Pod znaną nam tablicą upamiętniającą ofiary ukraińskich nacjonalistów warto złożyć wiązankę kwiatów.
Dobrą formą uczczenia pamięci Ofiar może być – zgodnie z propozycją ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego sprzed paru lat zapalenie w dniu 11 lipca o godz. 21.00 świeczki w oknie naszego mieszkania.
Ale być może jesteśmy w stanie tylko zadedykować ofiarom nasze serdeczne westchnienie i wzruszające przywołanie ich pamięci jak to uczynił poeta Lech Makowiecki, który pytał :
„Czy pamiętasz Panie Boże
nad Wołyniem łunę krwawą
i ten krzyk z tamtej chaty
mordowanych przez sąsiadów”.
Miejmy nadzieję, że Pan Bóg o nich pamięta. Bo my pamiętać o nich musimy! To nasz polski i ogólnoludzki obowiązek.

Dr Tadeusz Samborski

Prezes SK „Krajobrazy”
w Legnicy

    Drukuj       Email

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


* Wymagany

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

You might also like...

marszalek

Ujęto wspólnika złodzieja, który skradł Rokossowskiego

Read More →